Jeździmy nowym Pajero!

Było sobotnie popołudnie. Jadę po centrum Wrocławia. Jest piękna pogoda, słońce świeci ale nie to powoduje uśmiech na mojej twarzy…Uśmiecham się, bo prowadzę kolosa o wadze ponad 2200 kg, czyli Mitsubishi Pajero.

Moja terenówka wyposażona jest w duży, turbodoładowany silnik Diesla (3,2 litra o mocy 200KM), który zagłusza jedynie nagłośnienie Rockford Accoustic Design o mocy 860 Watt.

 


Dzięki takiemu wyposażeniu, jazda Pajero to poezja. Mając do dyspozycji mocny silnik połączony z dynamiczną skrzynią biegów, dobre nagłośnienie i wielki podłokietnik, czego więcej trzeba do szczęścia? :) Do tego te spojrzenia przechodniów…Pajero budzi powszechne zainteresowanie.

Wnętrze

Wnętrze Pajero jest przestronne, proste i funkcjonalne. Skórzane fotele, duży podłokietnik, funkcjonalna kierownica i dotykowy panel, to rzeczy, które najbardziej przypadły mi do gustu.

 

 

Pajero paliwożerny?

Z początku przestraszyłem się, że ważące 2255kg Mitsubishi będzie pochłaniać olbrzymie ilości ropy ale miło się zaskoczyłem. Przy spokojnej jeździe na trasie Wrocław – Polanica-Zdrój, średnie spalanie wynosiło 8 litrów. Jazda w mieście wieczorową porą, oznacza konsumpcję na poziomie 10-11 litrów, gorzej jest w godzinach szczytu, wtedy trzeba się liczyć ze spalaniem na poziomie 13,5 litra.

 

Jazda w terenie

Pojechałem na poligon by zobaczyć jak Pajero sprawdza się w warunkach, do których został stworzony. Co prawda nie był to off-road pełną gębą ale zwykła osobówka nie dałaby rady…a Pajero? No cóż, przełączyłem napęd na terenowy i bez najmniejszych problemów pokonałem wysokie skarpy, piaszczyste muldy i wszystko to, co napotkać można na poligonie.

 

 

Podsumowanie

Pajero to solidny samochód, który łączy w sobie komfort podróżowania,  ekonomiczną jazdę, właściwości pojazdu 4×4 oraz użyteczność (7 miejsc). Jeśli więc szukasz tego typu samochodu, to umów się na jazdę próbną i sam oceń. W tym celu polecam kontakt z Panią Renatą, bardzo życzliwą pracowniczką salonu samochodowego Mitsubishi Germaz we Wrocławiu :)

Dane kontaktowe Pani Renaty:

Renata Tułacz

tel. 71 349 01 53

kom. 661 442 462

e-mail: etulacz@germaz.pl

www.mitsubishi.germaz.pl

Klub sympatyków Tico

Nie brak fanów różnych samochodowych marek. Zloty, kluby, stowarzyszenia, fora i kąciki porad. Wszystko po to, by wyrazić swoją sympatię do pewnego typu auta i by wymienić się motoryzacyjnymi wrażeniami z innymi użytkownikami podobnego wielośladu. Dziś prezentujemy informacje, które znaleźć można w sieci na temat Tico–samochodzików:-) 

Na stronie Złośnika.pl posiadacze tuningowanych aut chwalą się swoimi modelami i wyliczają zalety wybranego modelu. Jeden z użytkowników zamienił niedawno Daewoo Tico na Fiata Stilo, często jednak (z wyraźnym rozrzewnieniem) wspomina swoją niewielką machinę, pędzącą po polskich drogach. Pakowne, pięciodrzwiowe Tico miało bowiem tę zaletę, że „dużo nie paliło”, a lekkie i filigranowe sprawnie przemieszczało się z miejsca na miejsce.

W temacie „Czego to „sympatycy” Tico nie wymyślą…” forumowicze wklejają linki, prowadzące do ich moto-sesji. Poprawione wizualnie i sprzętowo samochody zbierają masę komentarzy – ludzie zadają pytania o poszczególne części, wykorzystane przy modyfikacji, z uznaniem też wyrażają się o twórcach przeróbek. Tico po korektach plastycznych wygląda niczym mała wyścigówka lub środek lokomocji dla… tajnych służb. Dużym plusem tej marki jest bowiem fakt, iż ów miejski samochód bez trudu zaparkuje na niewielkiej przestrzeni, wciśnie się do kolejki na światłach, sprawnie wyminie przeszkodę. To dobry samochód na zakupy, świetny na codzienną jazdę po zatłoczonych ulicach. Przyda się też podczas krótkich, nieforsownych eskapad za miasto.


Portal Motostat.pl również zachwala Tico-uroki oraz promuje działalność klubu, zrzeszającego wielbicieli tej marki. Wszystko zaczęło się od grupy dyskusyjnej, stworzonej parę lat temu na serwerze Yahoo. Ponieważ zauważono, iż kwestia „Ticowa” wzbudza wiele emocji, założono e-klub. Dla wszystkich tych, którzy sympatyzują z Daewoo i chcą tworzyć bazę informacji o wyrobach tej firmy, założono adres mailowy ticopl- subscribe@yahoogroups.com, pod którym można zarejestrować się i uzyskać status członka grupy.  Szeregi Tico-Maniaków czekają, jeśli więc i Ty posiadasz ów „wyjątkowy samochód”, podziel się zdjęciami, opiniami i wrażeniami z Waszych wspólnych jazd! Klub działa pod adresem internetowym: klubtico.org i w ciekawy sposób przybliża szereg faktów na temat wyżej wspominanej marki.

Na koniec więc garść wspomnień: Tico oparte jest na trzeciej generacji Suzuki Alto, skonstruowanego w 1988 roku. Produkcję rozpoczęto w Korei, w 1991. Zaś w Polsce pierwsze modele pojawiły się już dwa lata później. Od 1996 dystrybucją zajęło się FSO.

W 1998 roku auto poddano zmianom wizerunkowym: dodano elektroniczny zegar, głośniki, zderzaki w kolorze nadwozia plus przyciemniane szyby. Oficjalnie w 2001 roku zakończyła się produkcja tych sympatycznych aut, a następcą Tico został Daewoo Matiz, dziedziczący po swym sławnym poprzedniku wiele elementów konstrukcyjnych. Jednak w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej samochód wciąż jest sprzedawany – nosi tam nazwę Daewoo Fino.

Ceny paliw ciągle rosną…

Paliwa stale drożeją, to nie ulega wątpliwości. Znaczny wzrost cen można było zarejestrować szczególnie, gdy rozpoczął się sezon wakacyjny. Nie dało się tego nie odczuć, zwłaszcza, że co drugi Polak jako środek lokomocji wybiera właśnie samochód, tym bardziej, gdy chodzi o wakacyjny wyjazd na drugi koniec Polski. Przy czteroosobowej rodzinie podróż samochodem jeszcze się opłaca, pytanie pozostaje – jak długo?

Psychologiczna bariera 5 złotych za litr benzyny została przekroczona jeszcze długo przed sezonem wakacyjnym, bodajże w maju tego roku. Już wtedy można było zarejestrować zmniejszenie ilości samochodów na drogach. Polacy przerzucili się na rowery i komunikację miejską, co można było zaobserwować szczególnie w dużych miastach. Ten pęd ku zdrowemu trybowi życia i oszczędzaniu nie trwał jednak długo – jesteśmy społeczeństwem zbyt leniwym – daleko nam do Holendrów, czy Duńczyków, dla których przemieszczanie się jednośladem to codzienność.

Ostatnio na rynku paliw zawrzało. Brytyjski koncern BP złożył doniesienie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, że konkurencyjny koncern z Płocka – PKN Orlen zmusza do obniżenia cen paliw do poziomu poniżej opłacalności. Sytuacja ta pojawiła się w związku z obniżką cen paliw na stacjach Orlenu do 4,99 zł, a więc poniżej psychologicznej „piątki”. Na działaniach Orlenu ucierpiało nie tylko BP, ale również właściciele małych stacji benzynowych. Na moment zyskali jedynie klienci, którzy zaopatrywali się w paliwo na znanych stacjach benzynowych. „Sielanka” nie trwała jednak długo – z początkiem września wszystko zaczęło wracać do normy, a klienci odczuwają wzrost cen – teraz za litr „95” trzeba zapłacić średnio 5,23, za ropę 5,11, a za gaz 2,6 zł.

Specjaliści twierdzą, że ceny utrzymają się tak długo, jak będzie słabła pozycja złotego w stosunku do dolara. Pozostaje więc trzymać się za kieszenie.

iPod do samochodu

Jazda samochodem wielu spośród nas daje wiele przyjemności. Jedni uwielbiają długie i szybkie odcinki, inni kręte ulice, kolejnych o dreszcze przyprawia praca silnika, a jeszcze innych muzyka płynąca z samochodowych głośników. I to dla tych ostatnich jest ten artykuł.

Radia z odtwarzaczem CD powoli odchodzą do lamusa, a ich miejsce zajmuje mniejszy i pojemniejszy iPod. Wiedzą o tym producenci samochodów, którzy w swoich nowych pojazdach instalują wejścia za pomocą których można się połączyć z odtwarzaczem. Najczęściej jednak podłączenie urządzenia wymaga dodatkowych akcesoriów, które bez problemu można dostać w internetowym sklepie. iPoda można używać poza samochodem, dlatego podłączenie go do pojazdu wydaje się być rozsądniejsze niż inwestowanie w dodatkowy sprzęt car audio.

Przed kupnem odpowiednich akcesoriów należy sprawdzić, czy są one kompatybilne. Listy produktów najczęściej znajdują się na stronach internetowych producentów. Watro bliżej zapoznać się ze szczegółami, bowiem w przypadku najnowszych modeli mogą nie działać wszystkie funkcje. Poza tym dobrze by było, gdyby zestaw był łatwy do ładowania w trakcie jazdy. Podczas wielogodzinnej podróży akumulator może szybko się wyczerpać. Przy kupnie ładowarki z wtykiem do gniazda zapalniczki warto zainwestować w rozgałęziacz, do którego będzie można podpiąć GPS-a.

iPoda można podłączyć poprzez adapter, gniazdo AUX, USB oraz bezprzewodowo. Każde z nich ma swoje plusy i minusy, jednak najlepszym rozwiązaniem wydaje się być wejście USB. Odtwarzaczem można wówczas sterować za pośrednictwem radia, co wiąże się z dużym komfortem użytkowania. Niekiedy urządzenia mogą nie być kompatybilne, co oznacza potrzebę dodatkowego interfejsu. Pomocy należy wówczas szukać na stronach instrukcji obsługi lub u producenta radia.

iPod doskonale sprawdza się w każdej sytuacji. Jest mały, funkcjonalny i bardzo pojemny, co dobrze wpływa na jego funkcjonalność. Jednym z popularniejszych modeli jest iPod nano, akcesoria potrzebne do jego użytkowania można dostać w każdym sklepie sprzedającym elektronikę. Jedynym minusem jest cena, ale biorąc pod uwagę jak bardzo funkcjonalne jest urządzenie można dojść do wniosku, że warto zainwestować w ten niewielki gadżet.

Jak zachować się, jeśli dojdzie do kolizji lub wypadku drogowego?

Do tej pory poruszaliśmy zagadnienia związane z historią różnego rodzaju pojazdów, mniej lub bardziej znanych, dorzucaliśmy do tego porady, jak wybrać dobrego mechanika samochodowego, a nie wspomnieliśmy o czymś, co może okazać się nie tylko praktyczne, ale uratować komuś życie. Mowa oczywiście o tym, jak powinniśmy się zachować w razie kolizji bądź wypadku drogowego. Te dwa pojęcia różnią się od siebie zasadniczo. Do kolizji dochodzi wtedy, kiedy „ucierpiały” jedynie pojazdy, natomiast do wypadku, jeśli zostały w nich ranne osoby.

Jak zachować się w przypadku kolizji?

Jeśli to możliwe, usuńmy pojazdy na pobocze tak, aby nie blokowały ruchu. Jeśli tego nie zrobimy możemy liczyć się z mandatem. W przypadku, gdy przestawienie pojazdów nie jest możliwe, w odpowiednich odległościach powinniśmy ustawić trójkąty ostrzegawcze – zwykle jest to dystans 50-100 metrów. Jeśli tylko działają, włączmy również światła awaryjne. Kolizja oznacza, że ktoś jej zawinił, należy więc ustalić sprawcę zdarzenia, gdyż dane jego polisy OC będą nam potrzebne do otrzymania odszkodowania. W tym celu należy spisać oświadczenie, które będzie zawierało dane sprawcy i poszkodowanego, krótki opis zdarzenia, warto również dołączyć zdjęcia. Kolizja nie wymaga wzywania policji, chyba że nie jesteśmy w stanie ustalić kto zawinił.

Jak zachować się, jeśli dojdzie do wypadku?

Po pierwsze nie przestawiamy pojazdów. Mamy obowiązek wezwać policję i pogotowie ratunkowe i udzielić pomocy przedmedycznej poszkodowanym tak, aby nie uszkodzić kręgosłupa. Tutaj również ważne jest ustawienie trójkątów ostrzegawczych. Po przyjeździe policji będziemy musieli również udzielić zeznań, czasem też udać się na komisariat w celu ustalenia okoliczności zdarzenia. Pamiętajmy, że w razie wypadku życie ludzkie jest najważniejsze, a zdecydowanie na drugi plan schodzą kwestie ubezpieczenia OC, czy tego, w jakim stopniu zniszczony został nasz pojazd.

Wybieramy mechanika samochodowego

Jeśli decydujemy się na kupno nowego auta to w zasadzie przez jakiś czas nie musimy się martwić o to, że się zepsuje, a nawet jeśli – wtedy nad jego naprawą czuwa autoryzowany serwis. Co jednak zrobić w momencie, kiedy okres serwisowania się skończył albo kiedy kupujemy auto już używane i akurat się psuje? Oczywiście odpowiedź jest prosta i banalna – trzeba je naprawić, ale jak, ale u kogo? Wyjść jest kilka.

Pierwszym z nich jest pokuszenie się o naprawę na własną rękę – jeśli tylko mamy do tego smykałkę i trochę poczytamy, to spokojnie wymienimy filtr powietrza, spaloną żarówkę, czy też koło w razie przebicia. I właściwie na tym zabawa w mechanika powinna się skończyć – wszelkie inne naprawy mogą okazać się chybione, a czasem wręcz niebezpieczne. Drugim wyjściem jest poproszenie o pomoc sąsiada, jeśli ten tylko posiada garaż i często w nim przesiaduje – istnieje duże prawdopodobieństwo, że wie on więcej od nas i poradzi sobie z w miarę drobną usterką.

Jednak jeśli okaże się, że usterka jest zbyt poważna, najlepszym rozwiązaniem okaże się zwrócenie do mechanika samochodowego, który zajmuje się naprawą samochodów profesjonalnie. Dobrze jest popytać znajomych z czyich usług korzystają, a kogo omijają szerokim łukiem, czasem przydatne okazują się też opinie w serwisach internetowych, jednak pozostajemy przy tym, że najlepsza jest reklama, która rozchodzi się pocztą pantoflową. Jeśli już się na jakiegoś zdecydujemy warto przypatrzyć się jego pracy, mamy to oczywiście na myśli podejście do klienta i obsługę. Często liczy się pierwsze wrażenie – jeśli przychodzimy do warsztatu, w którym pracownicy nie zwracają na nas uwagi i dopiero po kilkunastu minutach ktoś łaskawie do nas podchodzi i niechętnie pyta jaki mamy problem, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jaka obsługa klienta, taka obsługa auta. Nie jest to jednak reguła, często po prostu mogą nie mieć czasu i dobrze jest wziąć sprawę w swoje ręce :) Przy wyborze mechanika ważne jest też zwrócenie uwagi na cenę jego usług – najlepiej, żeby były uśrednione. Jednak czasem lepiej jest zapłacić kilkanaście złotych więcej, a mieć pewność, że praca zostanie wykonana solidnie, a my nie wrócimy po tygodniu z tym samym problemem. Dobrzy mechanicy samochodowi dają również gwarancję na swoje usługi, która uzależniona jest od różnych czynników i najlepiej pytać o jej warunki i czas przy okazji odbierania samochodu.

Pamiętaj, że jedna sprawa, to dobry mechanik, a druga, to dobre ubezpieczenie assistance.

Na koniec żartobliwie dodaję, że ważne są też czyste ręce osoby, która nas obsługuje – zwróćmy również uwagę na to, czy mechanik upaćkany smarem wchodzi do naszego nowego mercedesa z białą tapicerką, jeśli tak, omijajmy go szerokim łukiem. :)

SUV – czy rzeczywiście miejski i terenowy?

Mówi się, że samochody typu SUV to najlepsze rozwiązanie dla tych, którzy poruszają się zarówno po drogach miejskich, jak i terenowych. Możliwe, że jest to prawdą, jednakże najprawdopodobniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie takie właśnie drogi są na porządku dziennym. Tam też te samochody są najpopularniejsze.

A jak to jest w Polsce? U nas tak naprawdę drogi miejsce powinny równać się drogom terenowym, co jest przede wszystkim widoczne zimą, gdzie poruszanie się po jezdni w wielkich miastach (i we wszystkich miejskich też) jest niemożliwe poprzez nakładanie się na siebie dziur. Wydawałoby się, że taki SUV będzie więc bardzo dobrym rozwiązaniem na polskie drogi. Można to przełożyć na coraz to większą popularność tego typu samochodów na polskim rynku. Czy słusznie?

Pomyślmy. Nasz SUV ma cztery metry długości. Szerokość również niczego sobie. Znajdujemy się w milionowym mieście i chcemy zaparkować w centrum. Czy w takiej sytuacji SUV jest rzeczywiście dobrym rozwiązaniem? :) A może inna sytuacja. Poruszamy się ulicą. Zależy nam na czasie. Chcemy szybko zmienić pas. Małe auto zdążyłoby się wcisnąć, ale czy SUV da radę? ;) Można by tak wymieniać i wymieniać. Należy zdecydować, czy warto płacić setki tysięcy złotych na to, aby komfort jazdy był wysoki, ale wyprzedzanie, omijanie i parkowanie praktycznie uniemożliwione w dużym mieście? :)

Zdecydujcie sami. Pamiętajcie, że kupno drogiego auta wiąże się z drogimi naprawami, warto więc przemyśleć ubezpieczenie Assistance.

Jest jeszcze druga strona medalu. Wystarczy zobaczyć takie auto, żeby od razu się w nim zakochać. Najpopularniejsze na polskim rynku to:

AUDI Q7

 

BMW X6

Volvo XC90

Honda HR-V

Toyota RAV-4

Zdecydujcie sami :)

Rinspeed – bezgraniczna kreatywność (II).

Nowe tysiąclecie Rinspeed rozpoczął mocnym uderzeniem:  Rinspeed Rone to kwintesencja samochodu sportowego – w niekonwencjonalnym i innowacyjnym wykonaniu. Pierwsze, co rzuca się w oczy to wysokość – a raczej niskość – maszyny. Mierzący 97 centymetrów samochód to najniższe jak dotąd auto sportowe świata. Następną nietypową cechą jest kabina – ruchoma kabina… Nie tylko opuszcza się i podnosi w zależności od prędkości jazdy (o circa 30 centymetrów), ale pochyla się na zakrętach – zapewniając niesamowite wrażenia z jazdy. Na dodatek całość napędzana jest biopaliwem…

Rinspeed Presto to samochód… zmiennokształtny. W ciągu kilku sekund  potrafi wydłużyć się – lub skrócić – o około 75 centymetrów, przyjmując postać dwu- bądź czteroosobowego roadstera.

Połączenie samochodu sportowego i pick-upa w wersji przyjaznej dla środowiska… Zaprezentowany w 2003 roku Rinspeed Bedouin łączy płytę podłogową Porsche, 420-konny silnik napędzany gazem – z możliwością przekształcenia tylnej części auta w przestrzeń bagażową pick-upa. Wnętrze zostało zaprojektowane we współpracy z firmą Swarovski – wiele elementów wykorzystuje wysokiej jakości kryształowe szkło.

Skupienie się na emocjach kierowcy – to cel, jaki firma postawiła przed swoim dziesiątym projektem. Rinspeed Splash to wyjątkowe połączenie lekkiego samochodu sportowego z… wodolotem. Dzięki zastosowaniu hydraulicznie opuszczanych płatów nośnych i śruby pojazd może przy spokojnej powierzchni osiągnąć prędkość 45 węzłów – ponad 80 kilometrów na godzinę – bez problemu można używać go na przykład do pływania na nartach wodnych. W 2006 roku pobił rekord Guinessa, przepływając kanał La Manche w niecałe 200 minut.

W 2005 roku zaprezentowany został „najczulszy samochód świata” – Rinspeed Senso. Awangardowy – nawet jak na auto tej marki – pojazd za pomocą systemu czujników nieustannie monitoruje nastrój, zachowanie i zdrowie kierowcy, dopasowując do niego swoje wnętrze – poprzez zmianę oświetlenia, kolorów, a nawet… zapachu. Dodajmy do tego oryginalny design, możliwość zmiany auta w jedno- lub trzyosobowe oraz przyjazna dla środowiska, napędzana gazem odmiana silnika Porsche, zapewniająca osiągi auta sportowego – a otrzymamy samochód godny miana pojazdu XXI wieku.

W tym samym roku premierę miał Rinspeed Chopster – agresywny, luksusowy SUV bazujący swoim wyglądem na samochodach Porsche. Obniżone zawieszenie, muskularne błotniki i 600 koni mechanicznych czynią z niego prawdziwego potwora.

Ciąg dalszy nastąpi ;)

Rinspeed – bezgraniczna kreatywność (I).

Szwajcaria kojarzy się na ogół z  solidnością, rzetelnością i precyzją, posuniętymi aż do granic znudzenia. To tutaj jednak działa firma tworząca jedne z najbardziej ekscytujących i pomysłowych samochodów świata – Rinspeed.

Założona w 1979 roku przez Franka Rinderknechta firma na początku zajmowała się tuningiem samochodów – duże wrażenie na targach w Genewie zrobił już Rinspeed Aliporta, Volkswagen Golf z drzwiami typu „gull-wing”.

Potem nastąpiły przeróbki samochodów Porsche – wersja 939 Targa, najszybsze Porsche świata – Rinspeed Porsche Turbo Speedster oraz inspirowane samochodami Ferrari Rinspeed R69 Turbo. Firma nawiązała współpracę z AMG, po czym zaprezentowała projekty przebudowanego Dodge’a Vipera, Bugatti EB110 i Nissana 300 ZX.

Kamieniem milowym było przedstawienie pierwszego własnego projektu – skonstruowanego w 1995 roku Rinspeed Roadster. Ekscytujące połączenie klasycznych i ultranowoczesnych kształtów oraz wygodne i wyposażone w nowinki techniczne wnętrze zyskały uznanie w oczach klientów – otwierając drogę dla kolejnych projektów.

W 1996 zadebiutował Rinspeed Yello Talbo, hołd złożony klasycznym samochodom z lat trzydziestych – w wydaniu zarówno nowoczesnym, jak i nieco ekscentrycznym. Klasyczne, opływowe linie, wnętrze wyposażone w ultranowoczesną elektronikę, potężny silnik pozwalający rozpędzić się od zera do „setki” w 5,5 sekundy – i zegar, który można wyjąć z mocowania i nosić na ręce.

Rok 1997 to debiut Rinspeeda Mono Ego – pierwszego w historii jednomiejscowego samochodu z licencją dopuszczającą do poruszania się na zwykłych drogach. Kształt karoserii nawiązuje do klasycznych samochodów wyścigowych – a pod nią kryje się turbodoładowany silnik V8, rozpędzający ważące niecałą tonę auto do 258 kilometrów na godzinę. Charakterystycznym dla produktów Rinspeeda ekscentrycznym gadżetem jest torba golfowa.

Rok później zadebiutował następca Mono Ego – Rinspeed E-Go Rocket. Napędzany tym samym silnikiem samochód nawiązuje swoją stylistyką do maszyn bijących rekordy prędkości na słonych jeziorach – w przeciwieństwie do nich jednak może poruszać się po drogach publicznych. Ciekawostką jest owiewka, dostosowująca kąt pochylenia do prędkości jazdy.

W 1999 Rinspeed zaprezentował X-Trem M.U.V. (skrót od Multi Utility Vehicle – pojazd wielofunkcyjny) – całkowicie nowe podejście do pick-upów. Podstawowy problem – ładowanie cięższych przedmiotów – rozwiązano za pomocą zamontowanego dźwigu, który w wersji złożonej staje się klatką bezpieczeństwa. Dzięki temu samochód łatwo może służyć zarówno do pracy, jak i do wypoczynku czy szybkiej jazdy – potężny silnik i regulowane zawieszenie pozwalają mu na poruszanie się nawet po piasku.

Dalszym rozwinięciem idei M.U.V. jest projekt z 2000 roku – Rinspeed Tatooo.com. Podobny układ zawieszenia, potężny silnik, dźwig i przestrzeń bagażowa – a wszystko utrzymane w stylistyce hot-rodów i pick-upów z lat 50-tych. Oprócz lusterek bocznych powierzchnia jest jednolita i gładka – nawet klamki zastąpiono specjalnymi czujnikami.


Trabant – „kartonowa” legenda

Przez wiele lat uznawany w państwach Bloku Wschodniego za szczyt luksusu, potem bezlitośnie wyśmiewany, obecnie wspominany z sentymentem – Trabant zyskał miano samochodu kultowego. Do dziś odbywają się zloty posiadaczy i miłośników tych maszyn, a także rajdy z ich udziałem, a widziany na ulicy – wywołuje uśmiech i życzliwość innych kierowców.

Historia samochodu rozpoczęła się w 1957 roku, kiedy fabryka VEB Sachsenring Automobilwerke w Zwickau rozpoczęła produkcję pierwszego modelu, P50. Nazwa Trabant, oznaczająca w języku niemieckim „satelitę”, miała upamiętni i uczcić wystrzelenie przez ZSRR Sputnika.

Podobnie jak jego pierwowzór (P70), Trabant miał karoserię wykonaną z duroplastu – odpornego na zgniatanie, uszkodzenia mechaniczne i korozję oraz niepalnego polimeru. Był wytrzymalszy i lżejszy od innych materiałów, a w połączeniu z małolitrażowym silnikiem, obszernym wnętrzem i dużymi szybami tworzył bardzo dobry jak na owe czasy, tani samochód.

Model Trabant 600 wprowadził tylko kosmetyczne zmiany w stylistyce i zwiększenie pojemności silnika. Poważniejsze modyfikacje zastosowano dopiero we wprowadzonym w 1964 roku modelu Trabant 601: zmiana wyglądu nadwozia (wzorowane było na samochodach amerykańskich – stąd popularna nazwa Ford Karton), nowa instalacja elektryczna,  zawieszenie oparte na sprężynach i poprzecznych wahaczach, zmieniona pompa hamulcowa,  elektroniczny zapłon, ogrzewana tylna szyba (popularne „dba o ręce kierowcy podczas popychania”),nowy układ świateł, zagłówki siedzeń przednich oraz bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa. Wszystko to stworzyło samochód wytrzymały, funkcjonalny i – przynajmniej początkowo – nowoczesny (niestety, reakcje na rozwój motoryzacji były coraz bardziej spóźnione i w ostatnich latach produkcji Trabant był już beznadziejnie przestarzały). Produkowano go w latach 1964 – 1991, a fabrykę opuściło 2.818.547 maszyn.

W 1990 roku powstał nowy model – wyposażony w silnik od Volkswagena Polo Trabant 1.1, popularnie zwany Trapolo. Powstało niecałe 40 tysięcy tych maszyn – konstrukcja samochodu była zbyt stara, by móc konkurować na otwartym po upadku Muru Berlińskiego rynku.

W 1994 powstały ostatnie Trabanty – limitowana seria 444 samochodów z katalizatorami, pozłacanymi elementami i nazwiskiem kupującego zamiast numerów.

W 2009 zaprezentowano prototyp elektrycznego Trabanta nT – który ma zostać wprowadzony do produkcji w 2012 roku.

Wbrew obiegowym opiniom Trabanty były samochodami bezpiecznymi – testy porównawcze wykazały, że strefa zgniotu była dwukrotnie niższa niż w Cinquecento, a stalowa podstawa karoserii stanowiła swego rodzaju klatkę bezpieczeństwa. Były bardzo pakowne – mieściły cztery osoby i spory (do 1400 litrów!) bagaż. Podstawową wadą był czas oczekiwania na zamówiony samochód (nawet 15 lat…) oraz stosunkowo słabe osiągi.

Mimo to już w latach 90-tych stał się samochodem kultowym – a wysoka odporność na korozję, wytrzymałość i niskie koszty zakupu i eksploatacji sprawiają, że do dziś cieszy się popularnością.